Ślub mojej siostry Clary miał być radosnym wydarzeniem, ale gdy tylko przekroczyłam próg wyrafinowanego, eleganckiego wnętrza Rosewood Hall, ogarnęło mnie uczucie niepokoju.
Zanim zdążyłem dołączyć do ojca, moja macocha, Evelyn Carter, przerwała mi. Z wymuszonym, napiętym uśmiechem, położyła mi dłoń na ramieniu i mruknęła sucho:
„Nawet nie próbuj siadać z rodziną, Amelio. Za wszystko zapłaciłem. Nie pasujesz do tego miejsca”.
Obok niej stała jej córka, Lauren, patrząc na mnie z zadowoloną, samozadowoloną miną. Wziąłem głęboki oddech. Evelyn próbowała wymazać mnie z naszego życia od czasu ślubu z moim ojcem, ale robienie tego na ślubie mojej siostry było niewiarygodnie okrutne.
„Jestem tu tylko po to, żeby wesprzeć Clarę” – odpowiedziałem spokojnie.
„To zostań na dole” – odpowiedziała Evelyn. „Nie psuj rodzinnych zdjęć”.
Złość paliła mnie w gardle, ale przełknęłam łzy. Nie chciałam robić sceny. Patrzyłam, jak Evelyn pewnym krokiem podchodzi do pierwszego rzędu, miejsca tradycyjnie zarezerwowanego dla matki panny młodej. Moja matka zmarła lata temu, a Evelyn od miesięcy powtarzała, że to miejsce prawnie należy do niej.
Jednak gdy to robiła, interweniowało dwóch ochroniarzy.
„Pani Carter, nie może pani tam siedzieć” – powiedział stanowczo jeden z nich.
Evelyn była zirytowana. „Co masz na myśli mówiąc: »Nie mam prawa«? Jestem teściową panny młodej. Zapłaciłam za cały ślub. Wynoś się!”
W tym momencie podszedł do nas kierownik sali, wysoki mężczyzna o nazwisku Hughes, z niekwestionowanym autorytetem.
„Pani, otrzymałem bezpośrednie instrukcje od kierownika obiektu. To miejsce nie jest pani przypisane.”
Wyraz jego twarzy zmienił się z irytacji w niedowierzanie.
„Prezesa?” prychnęła. „Wprowadzić go! Chcę usłyszeć te bzdury z jego własnych ust”.
Hughes skinął głową i odsunął się na bok. Evelyn zamarła, drżąc z wściekłości pod natarczywym spojrzeniem gości. Lauren próbowała ją uspokoić, ale na próżno.
Kiedy w końcu przybył prezes, Evelyn skuliła się. Jej usta były szeroko otwarte, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nawet Lauren cofnęła się, zdezorientowana.
Ponieważ przed nią stała osoba, której Evelyn nigdy nie wyobrażała sobie zobaczyć.
Osoba, która miała wszelkie powody, by upewnić się, że nigdy nie zajmie tego miejsca.
W pokoju zapadła cisza.
Prezesem Rosewood Hall był Alexander Donovan, powściągliwy brytyjski biznesmen znany ze swojej uczciwości i dyskrecji. Ale dla Evelyn był czymś więcej niż tylko nazwiskiem. Patrzyła na niego, jakby prześladowało ją bolesne wspomnienie, które pragnęła wymazać na zawsze.
Aleksander stanął przed nią, nieporuszony i spokojny, choć w jego spojrzeniu nie było widać żadnego zaskoczenia.
