Zapytał mnie o moją „dużą premię”. Zapytał, dlaczego, skoro odniosłem taki sukces, odmówiłem płacenia siostrze 20 000 dolarów za pomysł na aplikację bez planu, budżetu i programisty. Mama delikatnie powiedziała, że siostra „robi, co może”. Ojciec odpowiedział, że rodziny powinny się wspierać, a nie zachowywać jak „chodzące kalkulatory”. Przypomniałem im, że i tak co miesiąc płacę ich rachunki. Że jestem wyczerpany. Że wysłałem mojej rodzinie więcej, niż większość z nich zarobiła przez lata.
Spojrzał na mnie jak na kogoś obcego.
Jakby transfery, nieprzespane noce, ofiary, lata spędzone na odgrywaniu roli siatki bezpieczeństwa nigdy nie miały miejsca.
„Zawsze stawiasz pieniądze ponad rodzinę” – powiedział, zaciskając szczękę.
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Nie wybuch. Nie łzy. Tylko ciche, wyraźne kliknięcie.
„Nie” – odpowiedziałem spokojnie. „Przekładam odpowiedzialność nad nieodpowiedzialność”.
Moja siostra skrzyżowała ramiona, obrażona. „Nic nie rozumiesz. To możliwe”.
„Szansa sfinansowana przeze mnie” – poprawiłem. „Bez planu. Bez umowy. Bez gwarancji”.
Moja matka westchnęła, westchnieniem, które znałam na pamięć. Tym, które mówiło : „Czemu zawsze jesteś taka skomplikowana?”
A potem mój ojciec nagle wstał.
Krzesło drapało podłogę.
